12 grudnia 2018
Nowe alternatywy dla tradycyjnej ochrony roślin | EKSPERT RADZI

Wraz z pojawieniem się rolnictwa, pojawiły się także pierwsze sposoby ochrony upraw. Metody ze starożytnego Egiptu, popularny dotychczas strach na wróble, możemy uznać za początek. Pomimo tak pozornie banalnego już na samym starcie obrazu, ten, który zastajemy wieki później także nie prezentuje się w najlepszy sposób.

Co nas napędza? 
Rozwój, wzrost populacji, dobro i troska o wspólne otoczenie – to elementy, które są ważne dla każdego człowieka. Jednak czy na pewno dbamy w należyty sposób o nasze zdrowie i środowisko? Im firma jest większa, tym większe powinny być jej możliwości i poczucie obowiązku w tworzeniu właściwych rozwiązań. W takim razie, czy popyt i pieniądz dbają o nasze zdrowie i uprawy?

Biotechnologia to nauka przyszłości i możliwości. To słuszne stwierdzenie, jednak wiąże się ono z odpowiednim poczuciem odpowiedzialności. Oczywiście nie można zapomnieć, że ta nauka oferuje miliony rozwiązań i możliwości, które często nie tylko ratują życie ludzkie, ale też całe ekosystemy. Biotechnologia miała być pierwotnie narzędziem, które wykarmi Trzeci Świat w ostatnich dekadach XX wieku oraz panaceum na bolączki świata. Obecnie biotechnologia to nauka wciąż zaawansowana, która wymaga zwrotów z nakładów inwestycji i tworzy rozwiązania przede wszystkim high-tech. To siła napędowa rozwoju obok innych rozwiązań, jak np. fintech. Niestety, społeczeństwo jest także świadkiem złych konsekwencji tego postępu. Wiąże się on z "wpadkami", których jako ludzie jesteśmy świadomi. Te pomyłki mają niestety znaczące konsekwencje, w postaci np. braku globalnego podejścia do naturalnych sposobów ekspansji natury, które wpływają na mutacje międzygatunkowe. Natura nie wie, ze nowy garnitur np. chromosomów czy genów jest sztuczny i nie może się z nim wiązać.

Skutki intensywność produkcji rolnictwa i ogrodnictwa 
Środki ochrony roślin, podobnie jak leki, jeśli są prawidłowo stosowane przynoszą dobre rezultaty i powinny być bezpieczne dla ludzi i otoczenia, choć nie obojętne. Niestety, często środki ochrony roślin są stosowane nadmiernie, powodując uodparnianie się patogenów i szkodników. Nierzadko są także stosowane niezgodnie ze swoim przeznaczeniem. Doprowadza to do sytuacji, gdy np. zawartość glifosatu wykrytego w przebadanych próbkach piwa jest przekroczona o niemal trzysta razy od normy ustanowionej dla wody pitnej, która wynosi 0,1 ug/l. Podobnie jest z pszenicą. Zarzuca się jej toksyczność ze względu na gluten, a nie ze względu na zaprawianie, tuż przed zbiorem lub zaraz po, ziaren środkami chemicznymi, które powodują nadmierne wysuszenie ziarna a tym samym przechowalnictwo.

Polskie wydanie ochrony roślin 
Cieszy obraz coraz większego promowania produkcji opartej na ochronie biologicznej czy ekologicznej. Jednak jest to bardzo znikomy procent w skali całej produkcji roślinnej. Bywa, że to tylko przesłona dla nieuczciwych producentów do ukrywania prawdziwych działań. Stosowanie we wczesnym etapie bardzo toksycznych ŚOR jest częstą praktyką, a karencja tych związków po pewnym okresie mija. Z kolei później stosuje się sporadyczną ochronę biologiczną i promuje warzywa/owoce jako biologicznie chronione. Przeciętny konsument raczej nie tak to sobie wyobraża. Prawo nie nadąża za potrzebami rolnictwa i ogrodnictwa. Polski rynek jest zalewany holenderskimi preparatami, które w naszym kraju nie posiadają rejestracji. Dzieje się tak, ponieważ polscy producenci nie widzą innej drogi na rozwiązanie problemu odporności patogenów, owadów czy chwastów na dozwolone środki. Po raz kolejny pojawia się dualizm obowiązującego prawa. Z jednej strony ma chronić obywateli i weryfikować niebezpieczne rozwiązania. Z drugiej zaś nie widzi obecnych problemów wynikłych z intensyfikacji rolnictwa czy rozwoju biopreparatów (czy to mikrobiologicznych czy opartych na naturalnych substancjach), które nie wiadomo jak zarejestrować (zakwalifikować) czy przebadać (dobrać odpowiednie procedury).

Taka sytuacja zmienia niestety polskie podejście do ochrony, jak i nawożenia. Polega ono na zwalczaniu zaawansowanych infekcji czy pozornej naprawy poważnych błędów w technologii uprawowej. Polskie gleby są w fatalnym stanie, ponieważ są nawożone według metody z lat 80 XX wieku. Dodatkowo, producenci korzystają ze złych ujęć wody, nie uwzględniając jej wpływu na dawki nawożeniowe, wybierają nawozy trudno przyswajalne (np. tlenkowych, a nie np. schalatowanych) oraz często przesadzają z dokarmianiem dolistnym, pomijając korzeń. W ten sposób sami tworzą doskonałe zaplecze dla owadów, np. mszyc, gdy przenawożą glebę azotem. Mszyce z kolei uwalniają drogę mączniakom i innym grzybom. Takich schematów oraz zaniedbań można wymienić dziesiątki.

Antybiotyk i pestycydy 
Postęp jest nieoceniony w rozwoju, ale podobnie jak z lekoodpornością na antybiotyki, w przypadku roślin mamy do czynienia z odpornością na ŚOR. Należy pamiętać, że roślina jest organizmem żywym i inteligentnym, tak jak człowiek. Co więc pozostaje? Powrócić do natury i historii. Z jakiego powodu produkcja roślinna funkcjonowała przez setki lat? Odpowiedź jest prosta: nie była tak intensywna, wobec czego nie wymagała dużych nakładów. Były większe bariery w mieszaniu się owadów, roślin, patogenów, co przy obecnej globalnej wiosce praktycznie nie istnieje, bariery zniknęły. Temu wyzwaniu trzeba sprostać i nie jest to łatwe, a do tego wymaga pracy od podstaw, czyli nas samych. Wraz z biegiem lat cywilizacja stała się bardziej postępowa. Ludzie potrafią wyselekcjonować organizmy ograniczające populacje innych szkodliwych organizmów, posiadają wiedzę o naturalnych substancjach, które na zasadzie aromaterapii odstraszają szkodniki, niekoniecznie prowadząc do paraliżu czy śmierci (zawsze jest wtedy niebezpieczeństwo działania na układ ludzki czy innych owadów, tych np. pożytecznych). Tak "odstraszone" szkodniki można łapać w odpowiednie pułapki feromonowe.

Potrafimy także stosować zestawy narzędzi, podobnie jak w przypadku terapii ludzi – najpierw ocena stanu plantacji, co jakiś czas kontrola (jak profilaktyczne badania u dzieci), a następnie ocena środowiska (gleby, podłoży, wody) jak wywiad środowiskowy, profilaktyka - szczepienia, stosowanie biopreparatów i odpowiednie odżywienie roślin, co pozwala na tworzenie upraw odpornych na czynniki stresowe i idące za tym zwykle zakażenia czy ataki niepożądanych owadów.

 

Zmiany na lepsze 
1. Ziarno – należy dbać o jego jakość i nie pobierać go od roślin, które były mocno zainfekowane. Po zbiorze można je zaprawić przy pomocy np. preparatów miedziowych, które na tym etapie wykazują największą efektywność. Miedź wpływa na gospodarkę azotanami, jak i prawidłową budowę białek, w tym tych odpowiedzialnych za odpowiedź immunologiczną.

2. Produkcja oparta na rozsadach – trzeba szukać sprawdzonych dostawców, ponieważ własna rozsada jest niekoniecznie lepszym i tańszym rozwiązaniem, szczególnie gdy prowadzona jest w sposób wegetatywny. W ten sposób może utrwalać i przenosić zły materiał genetyczny lub formy przetrwalnikowe patogenów.

3. Badanie gleby – przynajmniej dwa razy do roku należy wykonać odczyn gleby. W przypadku innych podłoży trzeba często kontrolować EC i pH oraz nie nasadzać w ciągu roku różnych gatunków np. na tych samych matach. To pozorna oszczędność, która często skutkuje przenoszeniem się chorób i szkodników pomiędzy gatunkami.

4. Należy dostosować potrzeby nawożeniowe pod warunki wodne, podłoża i odmianę roślin. W tym przypadku można skorzystać z doradców, jednak przy jednoczesnej konfrontacji zaleceń i samych doradców, aby nie działać sprzecznie.

5. Działanie prewencyjnie od początku wzrostu. Dzięki niemu rośliny/drzewa otrzymają naturalną ochronę, przy odpowiedniej asekuracji korzenia. Przykładem może tu być ochrona tysięcy hektarów lasów w latach masowego występowania brudnicy mniszki. Biopreparaty są praktycznie nieszkodliwe dla człowieka, czy zwierząt gospodarskich. Odznaczają się dużą selektywnością organizmów nie będących przedmiotem zwalczania, m.in. pszczół, biedronek i innych owadów pożytecznych. Dobrą praktyką jest stosowanie biostymulatory na różnych etapach uprawy, które zarejestrowane są zwykle jako środki ochrony roślin. Szeroki wybór oferty w tej kwestii oferuje Arysta Life Science.

6. Bakteriozy – trzeba koniecznie chronić się przed nimi stosując nowe formy miedzi i siarczanów, połączonych z preparatami będącymi ekstraktami roślinnymi (wyciągi z czosnku, grejpfruta, pokrzywy i wielu innych). Korzystanie z nowych rozwiązań niesie za sobą nanometryzację substancji. Wirusy – należy ograniczyć wektory ich przenoszenia, takie jak owady i niepewne źródła nasion/rozsad oraz stosować szczepionki.

7. Zabiegi agrotechniczne, które dbają o płodozmian i higienę plantacji. Dodatkowym rozwiązaniem, który utrzyma odpowiedni stan jest dezynfekcję pomiędzy sezonami.

8. Ochrona w glebie mikroorganizmów odpowiedzialnych za prawidłową asymilację NPK, mikro i makroelementów, które chronią plantacje przed szkodnikami i patogenami.

Stały i dynamiczny wzrost zapotrzebowania na produkcję rolniczą prowadzi do coraz częstszego używania środków ochrony roślin. Takie działanie nie jest jednak uzasadnione ekonomicznie ani ekologicznie. Ich stosowanie, a raczej nadużywanie będzie prowadzić do spadku efektywności produkcyjnej. Należy zwrócić uwagę na skutki poprodukcyjne – przetrawiona gleba, zestresowane rośliny, zainfekowane rozsady i nasiona to tylko kilka elementów, które mogą przyczynić się do spadku rentowności z upraw. Już dziś, jako eksperci w ekologicznym prowadzeniu upraw, obserwujemy, z jakimi kłopotami np. w plonowaniu (zakwaszenie gleby), borykają się nasi klienci.

Ekologicznym aspektem wprowadzenia do produkcji rolniczej zmian poprzez stosowanie np. biostymulatorów, jest fakt pozytywnego oddziaływania na jakość wody, gleby i powietrza. Ważkim czynnikiem jesteśmy także my sami, czyli odbiorcy wytworzonych produktów. Z tego powodu warto, oprócz intensywności produkcji, zadbać o to, w jaki sposób rośliny są uprawiane, by cieszyć się zdrowym życiem na naszej pięknej planecie.

Źródło: sadyogrody.pl

Wróć do aktualności